Ameryka ma katar?

Nowy Prezydent USA nazywa się Donald Trump i dzisiaj wiadomo, że nic nie wiadomo. Niespodzianka stała się faktem. Największe mocarstwo militarne, gospodarcze i polityczne świata wybrało randkę w ciemno. Wygrała chęć zmiany, która nie wiadomo co przyniesie. Dla USA, ale też dla nas, dla Polski. Czy nowa administracja, tak jak do tej pory, będzie w ramach NATO zaangażowana w budowanie bezpieczeństwa w Europie, w tym i u nas? To wielki znak zapytania. W czasie debat kandydatów słowo Europa padło trzy razy. Przez całą kampanię. Wypowiedzi Trumpa sugerują chęć pójścia w kierunku izolacjonizmu. Ameryka już to ćwiczyła w swojej historii i zawsze musiała dla własnego interesu izolacjonizm w końcu porzucić i wrócić do roli rozdającego karty na arenie międzynarodowej. Wyborcy w USA kierowali się chęcią poprawy perspektyw życia dla siebie osobiście i dla swoich rodzin. Decyzja na kogo oddać głos wynikała „z tu i teraz”. Czy Trump spełni te oczekiwania? Czy też fala niezadowolenia wywoła w USA jeszcze większy stan wewnętrznego podziału, skłócenia i poczucia braku wiary w szybką zmianę perspektyw na lepsze codzienne życie na amerykańskiej prowincji i w amerykańskich domach? Dzisiaj to pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Kurz kampanii opadnie i Trump będzie musiał zmierzyć się z oczekiwaniami, które bezceremonialnie rozbudził w kampanii. Wyzwanie, które stworzył deklaracjami i wypowiedziami w czasie kampanii jest trudne. Podzielił obywateli USA na tych i tamtych, na złych i dobrych, na godnych i niegodnych. Skąd to znamy? Czy będzie potrafił posklejać i połączyć Amerykanów w jedno społeczeństwo po tym co mówił? W to wątpię. Sam wynik wyborów wpłynie także na jakiś czas gospodarkę. Na światowych giełdach czeka nas okres paniki. Bo niewiadoma dla przedsiębiorców to zawsze powód to ostrożności i wstrzymania inwestycji. Do powstrzymania się od ryzyka. Za chwilę odczujemy to też w Polsce. Jesteśmy częścią światowego systemu finansowego. Nie uciekniemy od wyniku tych wyborów. Polska złotówka, nasza gospodarka to odczuje. Odczuje to pośrednio każdy z nas. Chociaż mało kto będzie zwracał się z pytaniami dlaczego jest tak, jak jest, do Waszyngtonu. Adresatami nadziei i postulatami lepszego codziennego życia i perspektyw będą polscy politycy. A oni będą mieli w niemałej części związane ręce. Bo nie od dziś wiadomo, że jak Ameryka ma katar, to świat ma już grypę z komplikacjami.