„Mamy duży potencjał, możemy bić się nawet o tytuł Mistrza Polski” – wywiad z Jackiem Gajewskim, menadżerem KS Toruń

Tomasz Lenz: Jacku, bardzo się cieszę, że udało nam się wreszcie spotkać. Ostatnio był okres urlopowy, potem Ty miałeś zgrupowania i mecze, a ja tygodnie sejmowe i niestety brakowało nam czasu na spokojną rozmowę. Znamy się wiele lat, więc wiem, że Twoja praca bardzo wyczerpuje. W trakcie urlopu leżałeś na kanapie czy podróżowałeś?

Jacek Gajewski: Po raz drugi udaliśmy się z rodziną na wyścig Tour de France. W zeszłym roku przejechaliśmy camperem końcówkę wyścigu, a w tym roku m.in. przez zaległy mecz ze Stalą Gorzów odwróciliśmy sytuację i przejechaliśmy pierwszych dziewięć etapów. Wiesz Tomek, to nie jest tak że jedziesz i oglądasz tylko wyścig. Zaczęliśmy w Holandii, w Utrechcie, następnie Belgia, północno-zachodnia Francja, Normandia, Bretania. Nie muszę Ci mówić, jak piękne są to miejsca, pełne krajobrazów, miast, zamków, kościołów. Niesamowite wrażenia. Taki wyjazd to jest też okazja żeby poznać nowych ludzi. Spotkaliśmy znanych nie tylko w świecie kolarstwa Torunian, Michałów Kwiatkowskiego oraz Gołasia. Od pewnego czasu bardzo dobre relacje nawiązałem z kolejnym Michałem, Szyszkowskim z grupy Giant-Alpecin. Stał się on dla mnie pewnego rodzaju przewodnikiem w kolarstwie. Ten sport bardzo mnie interesuje, sam próbuję jeździć na rowerze, ale ostatnio ze względu na brak czasu niestety trochę odpuściłem. Wracając – fajny wyjazd, naprawdę ciekawa impreza, za rok postaramy się to powtórzyć.

TL: Już wróciłeś do pracy, więc zapytam Cię o zawodową sprawę – szkolenie w toruńskim klubie. Dobra jazda Pawła Przedpełskiego czy Adriana Miedzińskiego daje nadzieję, że słynna toruńska szkoła żużlowców trzyma się dobrze. Czy dorastające pokolenie ma szansę utrzymać wysoką renomę krzyżackiej szkoły?

JG: Szanse ma, ale z coraz większym niepokojem patrzę na to, co dzieje się w kolejnych rocznikach. Przypomnij sobie czasy lat 80 czy 90, kiedy jeździło zdecydowanie więcej wychowanków w Toruniu. Oczywiście, jaskółką optymizmu jest Paweł Przedpełski i mam nadzieję, że coraz więcej chłopaków się pojawi w składzie. Mają szanse, by otrzymać licencje żużlowe, zdają egzaminy na certyfikaty. Przed nimi jeszcze bardzo dużo treningów, bardzo dużo jazdy, ale przyznam Ci szczerze – jestem rozczarowany. Poza Dawidem Krzyżanowskim nie widać kogoś szczególnie wyróżniającego się. Oczywiście, nic nie następuje nagle, może to kwestia czasu, konsekwencji, dania szansy tym chłopakom. Wydawało mi się, że z tej grupy 5-6 nowych zawodników znajdziemy kogoś, kto w przyszłym roku wejdzie do drużyny. Ten przyszły rok będzie szczególnie ważny, bo czeka nas zmiana kadrowa – Oskar Fajfer przestanie być juniorem. Szukamy kogoś, kto od samego początku dołączy do Pawła w lidze i będzie zdobywać punkty. Na razie nie wygląda to najlepiej, ale wierzę, że może końcówka sezonu przyniesie zmianę. Tomasz, my jako klub naprawdę stwarzamy juniorom dobre warunki i dajemy duże możliwości. Jednak to szkolenie jest jak na razie naszą piętą achillesową. Wyciągnęliśmy już pewne wnioski i na pewno w przyszłym sezonie wdrożymy zmiany. Musimy to zrobić, bo naszym celem jest jak największa liczba wychowanków w Toruniu. Jesteśmy świadomi, jakie to dla kibiców ważne.

TL: Myślisz, że to jest bardziej kwestia sposobu szkolenia czy bardziej braku „materiału”, kandydatów?

JG:  To jest złożony problem. Młodzież wciąż chce jeździć na motorach, ale tak jak Ci wspominałem, 30, 20 czy nawet 10 lat temu liczba chętnych chłopaków była zdecydowanie większa. My nie żyjemy w próżni, to się wiąże z procesami społecznymi, jakie zachodzą. Jeżeli ktoś pamięta tamte lata, to wystarczy że się rozejrzy, by dostrzec ile możliwości spędzania wolnego czasu przybyło dzisiejszemu pokoleniu. Przybyło też więcej dróg na budowę swojej kariery, przyszłości. Sport coraz rzadziej jest już tą wymarzoną drogą, nie jest to tylko problem speedwaya. Ta sytuacja jednak o tyle szczególnie nas dotyka, że żużel to dyscyplina wymagająca ogromnej pracy, zaangażowania, wielkiego wysiłku. Na poziomie minispeedwaya jako KS Toruń naprawdę dobrze wyglądamy, świetne wyniki tam robimy. Jednak newralgiczny moment przejścia na duży speedway jest dużą przeszkodą. Coś się blokuje w głowach tych chłopaków. Są iskierki nadziei, takie jak wspomniany już Dawid Krzyżanowski, który dobrze jeździ w imprezach juniorskich, ale jest jeszcze daleko od tego, czego ja osobiście oczekuję. Obserwujemy to, co się dzieje w innych klubach, np. w Gorzowie czy Lesznie. Trochę dystansu straciliśmy. Będziemy to nadrabiać, mam nadzieję, że się uda.

TL: Wszyscy w Toruniu oczekujemy fazy play-off i mimo ostatniego, dość zaskakującego wyniku w Rzeszowie, jej brak byłby wielkim zaskoczeniem.  Jak oceniasz szanse drużyny już w samej rundzie finałowej?

JG: Spokojnie, bez szarży, najpierw musimy się tam dostać. Patrząc na rozgrywki ligowe, chociażby ostatniej kolejki to czeka nas jeszcze sporo trudu, by w tej topowej czwórce się znaleźć. Moim zdaniem kluczowy będzie najbliższy mecz z Fogo Unią Leszno. Jak wygramy, to wtedy losy finałów są przesądzone i tylko kataklizm mógłby sprawić, że nas tam zabraknie. Co do prognozowania szans, jesteśmy bardzo nieprzewidywalnym zespołem. Jesteśmy w stanie wygrać z każdym i wszędzie, udowodniliśmy to np. w Lesznie czy w Gorzowie, a zdarzają nam się jakieś zaskakujące porażki, jak wspomniane przez Ciebie spotkanie w Rzeszowie. Mamy duży potencjał, możemy bić się nawet o tytuł Mistrza Polski. Z drugiej strony, rozmawiamy trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej, a nie jesteśmy pewni udziału w play-offach. Jeżeli nie pojawią się we wrześniu problemy kontuzji czy dramatycznych spadków formy niektórych zawodników, to tak jak powiedziałem, możemy walczyć o mistrzowski tytuł.

TL: Wróćmy jeszcze na chwilę do sytuacji z Darcy’m Wardem, gdzie po tym jak nie wywiązał się z podpisanego listu intencyjnego Toruń pozostał z bardzo dobrą ekipą zawodników, ale krótką ławką rezerwową. Czy w perspektywie dalszej walki nie będzie to pewną przeszkodą i czy możliwe są jakieś transfery?

JG: Tak jak mówisz, to jest problem, który powstał przez to, że nie udało się sfinalizować sprawy z Wardem. Zamierzenia, plany mieliśmy inne, ale stało się tak, jak się stało. Poradzimy sobie. Mieliśmy dwóch juniorów zagranicznych z ważnymi kontraktami, Wiktora Kułakowa i Maxa Fricke, ale wybiegając w przyszłość myśleliśmy, że ta ławka rezerwowych będzie wypełniona. Fricke i Kułakow zostali wypożyczeni do innych klubów i rzeczywiście w tej chwili jedyną rezerwą, jaką dysponujemy, są nasi juniorzy. Do 31 lipca otwarte jest okienko transferowe. Nie ukrywam, że jesteśmy bardzo blisko podpisania kontraktu z fajnym, młodym, bardzo obiecującym zawodnikiem zagranicznym. Wydaje mi się, że w piątek uda nam się załatwić wszystkie sprawy formalne i ten nowy zawodnik pojawi się w składzie. Nie będzie pierwszoplanową postacią zespołu, będzie funkcjonował bardziej na zasadzie zawodnika oczekującego. Otrzyma swoje szanse, przy różnych okazjach pojawi się na imprezach juniorskich, towarzyskich, będzie poznawał polskie tory i nasz speedway. Jeżeli wystąpi problem z kontuzjami, to pomoże nam w lidze.

(Rozmawialiśmy jeszcze przed zapowiedzianą transferu Brady’ego Kurtza. To właśnie o nim Jacek wspominał powyżej :) – przyp. TL)

TL: To pierwszy sezon nowego właściciela klubu, prezesa Przemysława Termińskiego. Chciałbym zapytać o waszą współpracę. Z zewnątrz wydaje się że macie bardzo zbieżne wizje klubu i przebiega ona naprawdę harmonijnie.

JG: Zgadza się, nie znamy się co prawda długo, bo chyba mija dopiero rok naszej znajomości, ale ta współpraca układa się bardzo dobrze. Nasze wizje jeżeli chodzi o funkcjonowanie klubu w wielu obszarach są bardzo podobne, czy jak to ująłeś – zbieżne. Przy czym bardziej zajmuję się częścią sportową, wynikami, rozwojem zawodników, a prezes jest strażnikiem budżetu klubu. Pilnuje i poskramia szaleństwa finansowe, dzięki czemu możemy spokojnie działać bez obaw o pieniądze. Zobaczymy jak będzie w kolejnym sezonie, ale na razie nasze relacje układają się pozytywnie. Duży  wpływ będzie miał nasz końcowy rezultat. To oczywisty ciąg, dobra jazda, to wysoka frekwencja i zainteresowanie, to przekłada się na wsparcie sponsorów, a wszystko razem na sytuację klubu.

TL: Nie wszyscy pewnie wiedzą, ale oprócz bycia menedżerem KS Toruń pracujesz jako radny kujawsko-pomorskiego sejmiku. To nie jest pospolite połączenie, bardzo rzadko się zdarza że ktoś z taką pracą jak Twoja chce angażować się w działalność publiczną. Każdy, kto jej się podejmuje potwierdza, że jest ona bardzo czasochłonna, ale i satysfakcjonująca. A jak jest u Ciebie?

JG: Rzeczywiście, dość czasochłonna, ale mam ten handicap, że siedziba sejmiku jest w Toruniu, mieście gdzie mieszkam. Gdyby ta sytuacja wiązała się jeszcze z dojazdem do innego miasta, ze względu właśnie na czas byłby to dla mnie duży problem. Powiem Ci szczerze, satysfakcja? Wielkich rzeczy nie udało mi się jeszcze załatwić. Sądzę, że w obszarze spraw w których działam, moje doświadczenie i wiedza mogą być dobrze wykorzystane. Zwłaszcza że w tej kadencji  powołaliśmy komisję sportu i turystyki.

TL: Zostałeś przewodniczącym tej komisji.

JG: Tak, mam przyjemność przewodniczenia jej pracom. Działalność w sejmiku to dla mnie bardzo ciekawe zderzenie punktów widzenia, człowieka, który na co dzień pracuje w sporcie z perspektywą poziomu samorządu terytorialnego. Wiele się teraz dzieje i sądzę, że w tej kadencji coś naprawdę fajnego uda nam się w województwie zrobić. Kolejna rzecz jest bardziej życiowa, osobista. Dzięki temu, że jestem radnym drugą kadencję poznałem wielu świetnych ludzi, z kilkoma nowopoznanymi nawet się zaprzyjaźniłem. Wiesz, to jest dla mnie naprawdę duży powód do satysfakcji, że w tym obszarze samorządu, polityki tak wiele wspaniałych osób udało mi się spotkać. Co ważne, dogadujemy się i próbujemy coś dla naszego regionu robić.

TL: Kawy wypite, czas na ostatnie pytanie. 9 sierpnia na Motoarenie odbędzie się starcie KS Toruń z Unią Leszno. Mówiłeś przed chwilą, że ten mecz jest kluczowy w walce o fazę play-off. Jakie nastroje w drużynie panują przed tym starciem?

JG: Bez wątpienia mobilizacja. Specyfika sportu żużlowego jest taka, że jeśli uda się czasami zawodnikom spotkać na dzień czy dwa przed meczem by odbyć trening, to już jest duży sukces. Oni w trakcie sezonu mają tyle startów w ligach zagranicznych, w imprezach mistrzowskich, grand prix, że ten nastrój czasami wychodzi nawet dopiero w dniu meczu. Na pewno po tej porażce w Rzeszowie pozostał duży niedosyt, rozczarowanie, ale w drużynie każdy zdaje sobie sprawę z wagi i znaczenia tego spotkania. Zmobilizujemy się tak, jak przed meczem z Gorzowem. Zdawaliśmy sobie sprawę ze stawki tego spotkania, przecież Gorzów przyjeżdżał do Torunia jeszcze z dużymi szansami na play-offy.

TL: Szybko ich pozbawiliście złudzeń.

JG:  I mam nadzieję, że z Unią Leszno będzie tak samo. Zamkniemy sprawę naszego awansu do pierwszej czwórki i unikniemy zakończenia sezonu już we wrześniu. Po meczu z Lesznem, myślimy o rundzie finałowej.

TL: No i Mistrzostwie Polski! Dziękuję Ci za rozmowę.