Żużel to nie MMA, Panie Pedersen!

Wciągająca, emocjonująca historia, choć bez happy endu, warta zapoznania. Jeżeli wczorajszy mecz KS Toruń z Fogo Unią Leszno byłby książką, prawdopodobnie tak mógłby brzmieć one-liner na tylnej okładce. Czego to nie było w tym starciu! Widowiskowe starty i mijania, wstrząsające upadki, kontrowersyjne decyzje, nerwowość na trybunach. Tych ostatnich trzech mogłoby z pożytkiem dla speedwaya zabraknąć. A zabrakło czego? Zimnej krwi i zdrowego rozsądku.

                Najważniejszą wiadomością jest ta o poprawie stanu zdrowia młodego Dawida Krzyżanowskiego. Po makabrycznym wypadku został odwieziony do szpitala. Prezes KS Toruń Przemysław Termiński podał informację, że Krzyżanowski doznał wstrząśnienia mózgu i stłuczenia płuc. We wczorajszej zapowiedzi meczowej pisałem, że wieczorem to właśnie Dawidowi szczególnie kibicuję. Niestety, poselskie trzymanie kciuków to za mało, gdy brakuje doświadczenia. Fakt, manewr nie był łatwy, upadający Doyle spowodował ciężką sytuację, ale wydaje mi się, że gdyby nasz junior wypuścił wcześniej motocykl, upadek nie byłby tak ciężki. Znów powrócę do mojej ostatniej rozmowy z Jackiem Gajewskim, który zwracał uwagę na duży potencjał tego młodego zawodnika, przy czym zauważał jak daleka droga jeszcze przed nim. Krzyżanowski jest dopiero na początku kariery, mamy nadzieję jak największej. Najważniejsze jest to, by doszedł jak najszybciej do sił i wrócił do startów i treningów. Na rozbłyśnięcie tej gwiazdy nadejdzie jeszcze czas.

                Nicki Pedersen jest trzykrotnym mistrzem świata i wyścigowym bandytą, tego połączenia jest świadom każdy kibic żużla, który widział go w akcji. Może dzięki temu osiągnął takie sukcesy, jednak wczorajsze zachowanie było przekroczeniem tej dość cienkiej granicy między twardą sportową walką a zwykłą chuliganką na torze. Jeszcze jakby mało byłoby mu wątpliwego splendoru popisów, zaatakował kaskiem i kopniakiem Jacka Gajewskiego. Nie, to nie koniec, przecież nie mogło zabraknąć prowokowania kibiców. Decyzja sędziego o czerwonej kartce była jedyną dobrą, jaką mógł podjąć, każda inna byłaby skandaliczna. Jacek przekroczył żółtą linię, powtórki są jednoznaczne. Wciąż jednak brak wyjaśnienia tego, co zaszło między tymi ważnymi postaciami Ekstraligi. Co by menadżer KS Toruń powiedział i tak nie usprawiedliwia to zachowania Pedersena. Komisja Ligi powinna dokładnie przyjrzeć się tej sytuacji.

                Trzeba przyznać uczciwie, że KS Toruń nie zasłużył na zwycięstwo w tym meczu. Chimeryczność drużyny była porażająca. Znów jak na dłoni było widać brak lidera z prawdziwego zdarzenia. Kilka osób ostatnio lekko złośliwie mnie pytało „No i co panie pośle? Nie wart zmian ten Darcy?” Ward jest w wybornej formie, nikt tego nie może kwestionować, 20 punktów z Gorzowem robi ogromne wrażenie. Ale nie, wciąż nie wart. Są pewne zasady, pryncypia, których łamać nie wolno. Jak to wciąż powtarza na swoim fanpage’u prezes Termiński, #gramyfair!

                Zasmucił mnie mecz Grudziądza z Rzeszowem. Obecność dwóch kujawsko-pomorskich drużyn w najwyższej klasie rozgrywkowej ma wiele atutów, a wczorajszy mecz mógł być wielkim krokiem w stronę utrzymania. GKM ma jeszcze matematyczne szanse, pozostaje wierzyć w dobre rozstrzygnięcie. W odwodzie Polonia Bydgoszcz ma szansę na awans i, o zgrozo, trzymamy za nią kciuki!

                Rundy finałowej nie ma jeszcze w Toruniu, lecz wciąż jest na horyzoncie. Wystarczą dwa dobre mecze z GKMem oraz tarnowską Unią i zatrzymujemy emocje jeszcze na wrzesień. Zawodnicy i sztab mają dużo materiału do przemyśleń. A my kibice, musimy pamiętać stare jak świat stadionowe hasło: wierni po porażce, dumni po zwycięstwie!